Kim jest H.P?

Kim jest Hubert Przysiwek?

O godzinie 20.00 znajdowałem się pod biskupstwem, usłyszałem doniosły dźwięk dzwonów.

O 20.01 dotknąłem klamki drzwi do kościoła. Zamknięty. Nie odpuszczam, udaję się na plebanię. Na parterze świeci się sześć okiennic, na pierwszym piętrze jedna. Pukam wymienioną szóstkę, dobijam się do drzwi – zero odezwu. Udałem się do budynku, w którym mieszkają klerycy. Zostałem odesłany do Dominikanów.

W kościele blisko Galerii Dominikañskiej trwa Eucharystia, ściślej mówiąc przeistoczenie – ludzie padają na kolana. Siedziałem w ławce, zastanawiając się, czy mają świadomość, przed czym się ukorzyli.

Wpisałem się do księgi pamiątkowej. Wszedłem z nią do zakrystii. Kapłan zdawał się mnie nie zauważać. Gdy stanąłem przed nim oraz poinformowałem go, że potrzebuję chwili rozmowy z duchownym ten odparł, że nie ma czasu. Znów uniosłem się gniewem, zapytałem, czy tak postąpiłby Chrystus oraz stwierdziłem, że nie powinien być jego reprezentantem na ziemi. Ksiądz zarzucił mi chorobę psychiczną oraz odesłał mnie do Benedyktynów.

W amoku wyszedłem przystanek za daleko, za Sky Towerem. Spotkałem trójkę ludzi, którzy skierowali mnie do kościoła św. Augustyna. Dobijałem się do niego dłuższą chwilę, jednak wpuszczono mnie. Spotkałem tam zakonnice, która wysłuchała mojego monologu. Pamiętam fragment

„Czuję głębiej, widzę szerzej, mam wyostrzone i wyczulone zmysły, mój umysł jest rodny jak nigdy wcześniej, poprawiła się moja motoryka. Mam pomniejszone źrenice, zmienił się mój wyraz twarzy. Nie jestem sobą.” Zakonnica zadała mi dwukrotnie to samo pytanie – Kim jesteś?
Pierwszy raz odpowiedziałem – niewiernym, drugi – pielgrzymem. Odesłała mnie do księdza, który znajdowała się nieopodal.

Podczas rozmowy z nim spytałem o symbolikę koloru niebieskiego i żółtego w Kościele katolickim. Rano, tego samego dnia, podsunąłem układankę dziecku – do bloku klocków niebieskiego koloru, w którym brakowało jednego klocka miało ono dopasować pasujący element. Dziecko zaakceptowało niebieski monolit, uzupełnienie kolorem żółtym uporczywie odrzucało.
Kolor niebieski symbolizuje kult maryjny, żółty – papiestwo.

Ksiądz uznał, że muszę udać się dalej, do Franciszkanów. W jakiś sposób tam trafiłem, pytając ludzi o drogę.

Stanąłem przed zamkiem elektronicznym. Sprawdziłem kombinacje: 3,7 oraz 10. Brak reakcji. Bez mojej ingerencji wybiła się kombinacja 33 – przypomniałem sobie, z lekcji religii z wczesnych klas szkoły podstawowej, że Chrystus umarł na krzyżu w wieku właśnie 33 lat.

Usłyszałem wołanie zza płotu. Ujrzałem człowieka z piwem w ręku. Podszedłem do niego i poprosiłem, by wszedł na teren Franciszkanów. Stwierdził, że jest niewierzący i nie może tego zrobić.

Wyszedłem do niego, zaczęliśmy wielogodzinną podroż po ulicach Wrocławia. Na początku zaznaczyłem, że chciałbym trafić finalnie na Ostrów Tumski. Podczas naszej rozmowy pragnął jak najwięcej o mnie się dowiedzieć – Pytał o moje dziecięctwo, dorastanie oraz czas teraźniejszy. Drążył tematy takie jak architektura, urbanistyka, filozofia czy rola wiary w życiu człowieka .

Sam przedstawiał się jako prosty marynarz, który żegluje po Odrze. Gdy powiedziałem mu, że kościół potrzebuje gruntownej reformy, odparł, że jest to zadanie bardzo trudne, a nawet niewykonalne. Na początek zapytał mnie, która matka jest ważniejsza.

Następnym pytaniem było, jaką rolę chciałbym pełnić w tym przedsięwzięciu. Powiedziałem, że jeżeli przyjąć, że wierni są tworzywem, materiałem, a Bóg jest doskonałym architektem, to ja chce zostać narzędziem w jego rękach. Temat się urwał.

Gdy spytałem, kto pomógł nieść krzyż Chrystusowi, ujrzałem karcące spojrzenie. Napotkałem ścianę milczenia. Gdy rzuciłem hasło „Szymon Cyrynejczyk” człowiek ten obrócił głowę.

Gdy postanowiłem zbliżyć się do jego ust i wywąchiwać woni jego oddechu, uciekł wzrokiem.

Rozmowa straciła swój górnolotny ton, co zadowoliło rozmówcę. Usiedliśmy nieopodal lokalu X-Demon. Zapytałem go, czy rękę, którą dwukrotnie wyciągnąłem w geście pojednania, a która została odrzucona, należy podać po raz trzeci. Odpowiedział, że według jednej ze wschodnich filozofii, ręką ta powinna się zacisnąć i bezlitośnie skarcić.

Podstawy wiary chrześcijańskiej mówią zupełnie inaczej, daleko szukać nie trzeba – „ … jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

Skierowaliśmy się do punktu gastronomicznego. W międzyczasie człowiek ten kupił mi wodę.

W punkcie miał ogromne problemy z płatnością. System jakby nie chciał przyjąć jego karty.

Była około drugiej w nocy, a zauważyłem dobro. Była to kobieta, która kupowała jedzenie dla potwornie cuchnącego bezdomnego. Zauważyłem także postać z polskich mediów społecznościowych.

Na paragonie z numerem zamówienia 38, na odwrocie, człowiek ten zapisał mi swoje imię i nazwisko – Hubert Przysiwek.

Rozstaliśmy się, dobrotliwej kobiety już nie było. Wyszedłem z lokalu, zrobiłem kilka kroków, chciałem się wrócić, lecz poformowano mnie, że już zamykają. światła zaczęła gwałtownie gasnąć, mimo iż w środku znajdowali się jeszcze klienci.

Do domu trafiłem o godzinie około 5.00, wracałem pieszo.

Gdy zbudziłem się około 8.00, pierwszą rzeczą, która zrobiłem było wpisanie Hubert Przysiwek do wyszukiwarki internetowej. Pierwszym wynikiem był kościół Jezuitów na Syckiej. Udałem się tam.

Na miejscy okazało się, że nikogo takiego tam nie zastałem. Padła sugestia, bym udał się do biskupa. Tak też zrobiłem. Gdy byłem pod biskupstwem, z bramy wynurzył się luksusowy samochód. Biskup wyjechał na posługę, jak mi powiedziano.

Udałem się do spowiednika, by móc porozmawiać z duchownym. Czekając na niego, spytałem, czy sytuacja, w której nawraca mnie niewierny, ponieważ kler nie znalazł czasu dla duszy w potrzebie, jest w porządku. Spotkałem milczenie, ujrzałem łzy na polikach jednej z kobiet. Ksiądz oczekujący na rozgrzeszenie milczał.

W rozmowie ze spowiednikiem spytałem o dwie kwestie – czy można uzyskać rozgrzeszenie pomijając ułomnego pośrednika w postaci kleru oraz czy człowiek hołdujący herbetowskim ideom, które wspiera egzystencjalizm Camusa, może dostąpić zbawienia. Usłyszałem wymijające nie. Stwierdziłem, że udam się do domu, by odpocząć. Zacząłem korespondencję z Hubertem

– Cześć, masz chwilę?
– Cześć 🙂 No na ten moment troszeczkę zajęty jestem, ale co się dzieje?
– Poszedłeś na tę rozmowę?
– Nie. Nie znalazłem cię na Syckiej. Pamiętasz nasza rozmowę?
– Pamiętam, gdzie mnie nie znalazłeś?
– U Jezuitów. Idę do kościoła, aby odebrać Biblię.
– Mówiłem Ci, ja nie jestem klerem, tylko prostym marynarzem. Popieram, przeczytaj pismo święte, tylko pomysł. To są dobre słowa, jeśli dobrze je zinterpretujesz.
– Dziękuję
– Pamiętaj, na początku było słowo, ale nie idŸ drogą tych słów. Tylko niech te słowa wskażą ci drogę. To tylko od Ciebie zależy. Polecam ci księgę tysiąclecia, 1szy list do koryntian, hymn o miłości. To powinno być zwieńczeniem pisma świętego. To ty tworzysz swoją drogę, nikt inny, nikt nie ma prawa Ci narzucać swojej woli. Dodatkowo, abstrahując od do hymnu o miłości, poczytaj sobie teksty buddyjskie i taoistyczne. Tam nie ma Boga, tam jest człowiek i człowieka masz kochać, nie Boga czy biblię.
– Jeszcze raz dziękuję. – Pomijam słowotok -Sytuacja wygląda tak, że w moim pokoju znajduje się rower, który zostawiłem na Ostrowie. Szliśmy razem, sam pewnie zauważyłeś, że rowera ze sobą nie miałem.
– A no nie miałeś. Odeśpij, ok? Wtedy porozmawiamy.
– Nie mogę przestać myśleć o tym zdarzeniu. W rozmowach z duchowieństwem przedstawiałem się jako niewierny i pielgrzym. Dzisiaj miałem wrażenie, że przez kobietę, przemówił szatan. Syknęła na mnie po czym maniakalnie się uśmiechnęła (Gwałtownie odwróciła głowę), gdy wpisałem twoje imię i nazwisko w google dostałem lokalizację kościoła na Syckiej, możemy się spotkać?
– ! To nie szatan, nie na Boga, nie ma szatana ! to była tylko ludzka ignorancja. A nad spotkaniem…pomyślę. Wskazałem ci drogę, pomyśleć kim chcesz być i co robić, to już moim zdaniem twoje zadanie.
– Dzięki
– Ze względu na prace jaką wykonuje…niestety wyjazdową, po prostu szanuję swój wolny czas i staram się go jak najwięcej przeznaczać dla bliskich mi osób.
– To zrozumiałe. Zdrowaś Maryjo……. Dlaczego zaprzedałeś duszę szatanowi?
– Komu zaprzedałem, Twoim zdaniem?
– Szatanowi
– A czym to się objawia, skąd ta pewność?
– Nie dam ci wskazówek, grzeszniku
– Wiedz, że dosięgnie cie miecz sprawiedliwości
– Wiesz gdzie leży największy problem? Tak naprawdę, wiesz o mnie tyle, co sam Ci powiedziałem, a to kropa w morzu. Nie znasz mnie nic a nic a już oceniasz? Dalej, zapytałeś dlaczego zaprzedałem dusze szatanowi, ale czy jesteś w 100% pewny, sprawdziłeś to? Oskarżałeś mnie o bycie agentem kleryków… Gdy poprosiłem o argument wykazałeś się okropna ignorancją, twierdząc, że nie dasz wskazówek, dalej, stwierdziłeś, że jestem inteligetną osobą. Niech będzie, próbując iść ty, tokiem, a sam nazwałeś się pielgrzymem, prawda? Czy to właśnie nie pielgrzym powinien nie tylko nawracać, ale i pomóc/ Jak ma pomagać i nawracać, jeśli nie chce zrozumieć? Tylko z góry ocenia i koniec? Wiesz co to jest? PYCHA! Grzech pychy!
– Odpowiem za niego przed Bogiem Ojcem, Maryją, Chrystusem i Duchem świętym
– Twoje imię, czarcie?

Gdy ujrzałem wiadomość pogrubiona, coś zmieniło zmroziło krew w moich żyłach. Wylałem wodę, którą od niego otrzymałem oraz zacząłem pędzić w stronę Ostrowa Tumskiego.

Będąc w tramwaju zadzwoniłem do sekretariatu swojej byłej szkoły, chcąc rozmawiać z była polonistką i katechetką.

Rzuciłem ważnym hasłem dla kościoła, które na chwilę obecną chciałbym zachować dla siebie. Sekretarka nie chciała przyjąć go do świadomości, przekręcała nazwę. Gdy ją przeliterowałem – rzuciła słuchawką.

Będąc na rynku, obok Ceskiej, spytałem człowieka, czy pozwoli mi zatelefonować od siebie do ojca, ponieważ mój telefon odmawia posłuszeństwa. Ten się uśmiechnął, po czyn odparł „Nie kombinuj.”

Trafiłem do kościoła na Tumskim. Trwało Nabożeństwo Bierzmowania. Zacząłem rozmawiać ze studentką I roku pracy socjalnej o spokojnym, łagodnym spojrzeniu. Gdy zauważyłem, że gdzieś zostawiłem kurtkę, poinformowała mnie, że leży w 4 ławce. Chcąc upewniłem się, że nie cierpię na schizofrenię zatelefonowałem do siostry, która wymieniła kilka zdań z dziewczyną.

O 17.00 włączył się alarm, którego nie ustawiałem.

Wyspowiadałem się.

Od księdza otrzymałem Biblię oraz niebieski medalik z Matką Boską.

Kim jest Hubert Przysiwek?

Ciąg dalszy nastąpi.

Leave a Comment